W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. Dodatkowo, korzystanie z naszej witryny oznacza akceptację przez Państwa klauzuli przetwarzania danych osobowych udostępnionych drogą elektroniczną.
Powrót

Poznajemy Suwalszczyznę – wycieczka członków hajnowskiego koła niewidomych

03.09.2026

Rejs statkiem doliną rzeki Rospuda

Pod koniec sierpnia bieżącego roku jako członkowie hajnowskiego Koła Terenowego Polskiego Związku Niewidomych w Hajnówce rozpoczęliśmy wyczekiwaną podróż na północny wschód Polski. Przed wyjazdem zastanawialiśmy się, czy polski biegun zimna jest naprawdę mroźny i czy Suwałki zasługują na swój chłodny przydomek. Okazało się, że miasto przywitało nas piękną pogodą i ciepłą atmosferą.

Z wizytą u Pani Marii Konopnickiej

Pierwszym przystankiem na naszej trasie było Muzeum im. Marii Konopnickiej.  Zwiedzanie rozpoczęliśmy od  tzw. białej sali, która wprowadziła nas w świat poetki. Jej całe wnętrze, w tym postacie, odgrywające ważne role w życiu poetki zostało przedstawione za pomocą nowoczesnych technik multimedialnych 3D. Wyjątkowo cenna dla nas była możliwość dotykania eksponatów, dzięki czemu mogliśmy poczuć historię pod palcami. Zwiedzając kolejne sale, odkrywaliśmy kulisy prywatnego życia Marii Konopnickiej. Z jednej strony były bolesne, z drugiej zaś świadczyły o jej niezwykłej sile i niezależności. Maria Konopnicka dała nam się poznać jako wielka podróżniczka i miłośniczka przyrody, która stanowiła dla niej inspirację. Ekspozycja nie unikała trudnych tematów. Dowiedzieliśmy się o problemach z córką Heleną, której poświęcono odrębną sale muzealną o wymownej nazwie „Klatka”, poznaliśmy kulisy zmagań z krytyką literacką, historię relacji z Marią  Dulębianką oraz przyjaźni z Elizą Orzeszkową. Choć Maria Konopnicka nosiła w sercu smutek i niezrozumienie, stawała w obronie słabszych. Jej debiutancki wiersz „Zimowy poranek”, przeszedł bez echa. Z czasem jednak, również dzięki dostrzeżeniu jej  talentu przez Henryka Sienkiewicza pisarka zyskała ogromną popularność. To przecież autorka wielu bajek dla dzieci,  wierszy, słynnej „Roty”, która do dziś śpiewana jest jako podniosła pieśń patriotyczna. A kto z nas nie wychował się na baśni o krasnoludkach? W muzeum również udało nam się je spotkać. Maria Konopnicka choć spędziła w Suwałkach tylko pierwsze siedem lat życia niezwykle je rozsławiła. W dowód wdzięczności miasto nazwało jej umieniem ulicę, plac czy placówkę edukacyjną. Dla tych, którzy, chcieliby jeszcze mocniej zagłębić się w życiorys tej niezwykłej kobiety nasza przewodniczka poleca książkę „Dezorientacje.  Biografie Marii Konopnickiej”, która jest dostępna także jako audiobook.

Wielcy ludzie, film i krasnale

Zwiedzając Suwałki, dotarliśmy do miejsca, gdzie w dawnych czasach stały rogatki miejskie. Tu pobierano od podróżnych opłaty za wjazd do miasta. Czasy na szczęście się zmieniły i bez żadnych opłat celnych ruszyliśmy na podbój Suwałk. Odkrywaliśmy historie postaci niezwykle ważnych dla tego regionu. Naszą uwagę przyciągnął pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego, na którym widnieje wymowny napis „Dzisiaj Ziemia Wasza jest Wolną” – słowa te, Marszałek wypowiedział do mieszkańców w 1919 roku. Wspomnieliśmy także jego drugą żonę, Aleksandrę Szczerbińską, odważną działaczkę niepodległościową, która urodziła się w Suwałkach. Miasto słynie też ze swojej filmowej odsłony. Tu urodził się wybitny reżyser Andrzej Wajda. W dniu naszej wizyty mieliśmy okazję poczuć choć odrobinę kinowy klimat – odbywał się akurat Festiwal filmowy „Wajda na nowo”. Jako jedni z pierwszych zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie na tle świeżo odsłoniętego muralu z wizerunkiem mistrza kina. Co ciekawe, z miastem związany jest też Lechosław Marszałek - twórca animowanego pieska „ Reksia”. Udaliśmy się też na spacer najbardziej tętniącą życiem ulicą Chłodną. W urokliwym otoczeniu zawieszonych nad deptakiem parasolek w pastelowych kolorach skusiliśmy się na pyszne lody czy kawę. Natknęliśmy się też na figurki krasnoludków nawiązujących do twórczości Marii Konopnickiej. Na bajkowym szlaku w mieście ukrytych jest ich łącznie jedenaście. Był także czas na pamiątkowe zdjęcia przy ławeczce z bluesmanem, która promuje Suwalski Blues Festiwal, odbywający się latem każdego roku.

Hardcore na łonie natury

Następnie uciekliśmy na łono natury, prosto do malowniczego Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Naszym celem było zdobycie wieży widokowej w Turtulu, gdzie mieści się siedziba parku.  Przyznaliśmy otwarcie, że to był prawdziwy „hardcore”. Dla nas, jako osób z niepełnosprawnościami wzroku strome podejścia, kamienie pod nogami, wąskie ścieżki były nie lada wyzwaniem. Po drodze - na szczęście wciąż z uśmiechem - zastanawialiśmy się w co my się właściwie wpakowaliśmy! Nie wszyscy jednak myśleli o powrocie i dzielnie szli do przodu. Pod koniec trasy do pokonania mieliśmy jeszcze sto stopni schodów. Kiedy jednak w końcu stanęliśmy na szczycie, w najwyższym punkcie widokowym, poczuliśmy gigantyczną satysfakcję! Z góry roztaczał się widok na dolinę rzeki Czarna Hańcza, która wiła się wśród gęstych zielonych lasów. Gdy emocje na szczycie opadły, dumni z pokonania własnych słabości ruszyliśmy w drogę powrotną, która na szczęście była dla nas łaskawsza. Udaliśmy się potem autokarem w stronę Jeziora Hańcza, najgłębszego w Polsce. Nieliczni z nas szukali ochłody na pomoście, mocząc stopy w wodzie.  Jadąc dalej wzdłuż słynnego Rowerowego Szlaku Green Velo, mijając tereny polodowcowe pełne stromych wzgórz  i głębokich dolin coraz bardziej rozumieliśmy dlaczego Suwalszczyzna nazywana jest „Bieszczadami Północy”. Wieczorem dotarliśmy do Augustowa, gdzie czekała na wszystkich obiadokolacja. Po posiłku, mimo zmęczenia po całym dniu pełnym wrażeń chętni ruszyli jeszcze na krótki spacer bulwarami., by złapać rześkie mazurskie powietrze.

Spacer śladami historii

Drugi dzień naszej przygody przywitał nas wietrzną pogodą. Mimo to, razem z przewodniczką i dobrą energią rozpoczęliśmy spacer po Augustowie, które status uzdrowiska ma już od 1993 roku. W samym sercu miasta , na Rynku Zygmunta Augusta dumnie stoi kolumna króla. To tam poznaliśmy historię miasta.  Legenda głosi, że Augustów założono na pamiątkę potajemnych schadzek władcy z jego z ukochaną Barbarą Radziwiłłówną, a prawa miejskie miasto otrzymało z rąk samego króla.  Przystanęliśmy też przy kultowej restauracji „Albatros”, gdzie na ławeczce czekała na nas słynna Beata z piosenki Janusza Laskowskiego. Nie tylko zresztą ten szlagier rozsławił Augustów. Starsze pokolenia doskonale pamiętają Marię Koterbską lekko śpiewającą „Augustowskie noce”, a młodsi na pewno choć raz słyszeli ten ponadczasowy hit. Augustów jednak to nie tylko legendy i piosenki, ale też trudna historia. Chwile zadumy spędziliśmy przy wymownym murze postawionym w hołdzie pamięci Obławy Augustowskiej, która pochłonęła wiele ofiar.

Czas na rejs

Będąc w „Wenecji Północy”, bo tak często nazywany jest Augustów, obowiązkowym punktem naszego programu był rejs po Kanale Augustowskim, który został oddany do użytku w 1839 rok, a obecnie ubiega się o wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Ma on 102 km długości, z czego aż 80 kilometrów przebiega po stronie polskiej. Płynąc statkiem „Serwy”, którego nazwa pochodzi od jednego z malowniczych jezior na trasie kanału, odkrywaliśmy kolejne sekrety regionu. Sam statek też skrywa niezwykłą historię – to właśnie na jego pokładzie w 1999 roku papież Jan Paweł II odbył swój słynny rejs do Studzienicznej. Mieliśmy wyjątkową okazję, by usiąść na legendarnej białej papieskiej ławeczce. Płynęliśmy do Doliny Rospudy, miejsca znanego z dziewiczej natury oraz z powodu głośnych protestów ekologicznych przed budową obwodnicy. Ani wiatr, ani deszcz nie zepsuły nam humorów.  Zmysłami chłonęliśmy otoczenie oraz opowieści przewodnika. Po drodze mijaliśmy wodne cuda, niektórzy wręcz twierdzili, że dziwadła. Co roku w lipcu nad rzeką Netta zjeżdżają się mistrzowie improwizacji, by udowodnić, że „co ma pływać nie utonie”.

Jednym z intrygujących miejsc na trasie  był półwysep na jeziorze Rospuda o odważnej  nazwie „Goła Zośka, który nazwę zawdzięcza legendarnej patronce. Jej posąg wznosi się nad wodą. Od bosmana statku otrzymaliśmy gałązki paproci,  które zrzuciliśmy w stronę rzeźby. Dlaczego? Bo legenda głosi: kto podaruje Zośce nieco zieleniny, ten zapewni sobie szczęście i pomyślność w codziennym życiu. A skoro w każdej legendzie jest ziarenko prawdy…czekamy na dobre wiadomości.

Słodki finał wyprawy

Nasz pobyt w Augustowie zwieńczyła wizyta w miejscu pachnącym miodem i historią. Na terenie Puszczy Augustowskiej zawód bartnika cieszył się popularnością już wieki temu. Poznaliśmy jego tajniki odwiedzając Augustowską Miodosytnię, w której znajduje się też Muzeum Kultury Bartniczej. Na miejscu prawdziwi pasjonaci z sercem podtrzymują dawne tradycje. Opowiedzieli nam jak dawniej opiekowano się pszczołami , jak zakładano barcie i  jakich narzędzi do tego używano oraz przekazali nam ciekawostki z życia tych pożytecznych owadów. A czy wiecie, że to właśnie to muzeum skrywa niesamowity skarb? Tu znajduje się najstarsza barć na świecie! Po wysłuchaniu niezwykłej historii z nią związaną przeszliśmy do kolejnej sali, gdzie odbyła się pełna smaków degustacja regionalnych miodów pitnych, które zdobywają nagrody na wielu prestiżowych konkursach. Rozbudziła ona nasze apetyty na więcej, a z pustymi rękami przecież nie wypadało wracać!

Suwalszczyzna nas zaskoczyła, wzruszyła i pozostawiła z mnóstwem pięknych wspomnień. Podziękowania kierujemy do naszej przewodniczki, Pani Anety, dzięki której nasz wyjazd był wyjątkowy. Wycieczka została współfinansowana ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Tekst: Alicja Plis

Zdjęcia (10)

{"register":{"columns":[]}}