W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie stosujemy pliki cookies. Korzystanie z naszej witryny oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu. W każdym momencie można dokonać zmiany ustawień Państwa przeglądarki. Dodatkowo, korzystanie z naszej witryny oznacza akceptację przez Państwa klauzuli przetwarzania danych osobowych udostępnionych drogą elektroniczną.
Powrót

Gdy hobby staje się zawodem

03.04.2026

Dorota Bielecka pracownię ceramiki KORU urządziła w klimatycznych, pofabrycznych wnętrzach tkalni sprzed 130 lat. Tutaj przy ulicy Łódzkiej 27 gości od czerwca miłośników pracy z gliną. O drodze, jaką pokonała, realizując swoją pasję do ceramiki, mówi w rozmowie z Konstantynów.pl.

Kobieta siedzi przy kole garncarskim obok świeżo uformowanego ceramicznego naczynia.

Pamięta Pani, kiedy pierwszy raz wzięła glinę do ręki?

— Znajomi zaprosili nas na kolację z lepieniem gliny. Zrobiłam wtedy coś na kształt miseczki czy wazonika z wałeczków gliny. Tę pierwszą pracę mam do dziś w pracowni. Jest krzywa i niezdarna.

Dawno to było?

— Ponad 11 lat temu.

Od razu pobiegła Pani na zajęcia z ceramiki?

— Prawie tak było. Najpierw chodziłam na zajęcia z ceramiki w Łodzi i bardzo spodobała mi się praca na kole. Wtedy mój mąż wyszukał pracownię mistrza Piotra Skiby koło Lublina i zapisał mnie na tygodniowy warsztat pracy na kole. To było spełnienie moich marzeń. Po powrocie z kursu, od razu kupiłam koło garncarskie i piec do wypału, które postawiłam w domu.

Dorota Bielecka

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdobywała Pani wiedzę na wielu kursach ceramicznych i garncarskich.

— Tak, między innymi w Stowarzyszeniu Akademia Łucznica koło Warszawy. Zrobiłam trzy stopnie ceramiki u Justyny Skowyrskiej-Górskiej, absolwentki Akademii Sztuk Pięknych. Ponadto w ubiegłym roku uzyskałam tytuł czeladnika na Uniwersytecie Ludowym Rzemiosła Artystycznego w Woli Sękowej i mam tytuł „Ceramika wyrobów użytkowych i ozdobnych”.

Czy nazwa pracowni ceramiki KORU to skrót od imion lub nazwiska?

— To zwrot w języku Maorysów z Nowej Zelandii. Ten termin określa zwinięty kształt młodej, rozwijającej się paproci. Symbolizuje nowe życie, wzrost i siłę. Otwierając pracownię, zaczęłam coś nowego. Chciałam dzielić się moją wiedzą i pasją. I to się udało. — Zaplanowałam to miejsce w taki sposób, żeby po pracy można tu było przyjść i skupić się na własnej pasji. Odpocząć i zrobić coś kreatywnego. Przychodzą osoby zaawansowane w pracy z gliną, które robią ceramiczne prezenty dla bliskich i przedmioty do domu. Często są to też ozdoby na święta. Prowadzę również zajęcia dla osób początkujących, które krok po kroku uczą się ceramiki, bo zaczynają od podstawowych technik lepienia. Chętni mogą u mnie spróbować swych sił w toczeniu na kole garncarskim.

Choć pracownia jest przestrzenna, to jednak nie jest Pani nastawiona na tłumy?

— Grupy są kameralne, bo po 6-8 osób. W takim gronie najlepiej się pracuje. Przychodzą często mamy z dziećmi w różnym wieku i każde z nich ma przyjemność, pracując z gliną. Ludzi łączy ta sama pasja, więc przy ceramice powstają nowe przyjaźnie.

Pojawiają się grupy?

— Tak. Miałam już wieczór panieński, po którym dziewczynom zostały piękne pamiątki w postaci kubków i miseczek. Można zamówić na przykład zajęcia w sobotę dla grupy 3-4 osób i popracować w gronie rodziny lub znajomych.

Pracownia ceramiczna działa od czerwca. To dość krótki czas.

— Dlatego jestem otwarta na propozycje współpracy. Za chwilkę ruszy strona internetowa, na której będzie można zapisywać się na zajęcia. Teraz jest to możliwe przez SMS, telefony i maile.

Mnie podobają się kolory szkliwa, które są u Pani w pracowni.

— Rzeczywiście mam słabość do kolorów, które nie są krzykliwe. Są stonowane. Lubię też kolory ziemi.

Co sprawia Pani największą przyjemność w pracy z ceramiką?

— Uwielbiam ceramikę użyteczną, więc preferuję kubki, talerze, miseczki i podkładki pod gorące naczynia. To też doskonałe przedmioty na prezent. I mam frajdę, gdy odwiedzam znajomych, a oni stawiają na stół moje naczynia. Kto nie planuje wykonania samodzielnie ceramicznych i unikanych przedmiotów, może skorzystać z oferty gotowych wyrobów wykonanych przeze mnie. Można je kupić u mnie w pracowni lub zamówić coś indywidualnie dla siebie czy najbliższych. Zapraszam.

Dziękuję za rozmowę,

Renata Kamińska

Pracownię ceramiki KORU znajdziemy na piętrze starej fabryki przy ulicy Łódzkiej 27.

{"register":{"columns":[]}}