Bezpieczeństwo po fińsku. Rozmowa ze starostą bielskim Sławomirem Jerzym Snarskim
30.10.2026
Finlandia od dziesięcioleci przygotowuje państwo i społeczeństwo na sytuacje kryzysowe. Rozbudowana sieć schronów, powszechne przygotowanie wojskowe, silna rezerwa, praktyczna edukacja mieszkańców i zasada 72 godzin tworzą system, w którym odpowiedzialność za bezpieczeństwo nie spoczywa wyłącznie na wojsku i służbach. O wnioskach z wizyty studyjnej podlaskich samorządowców w Finlandii rozmawiamy ze starostą bielskim Sławomirem Jerzym Snarskim.
– Panie Starosto, co najbardziej zwróciło Pana uwagę podczas pobytu w Finlandii?
– Przede wszystkim spokój, z jakim Finowie podchodzą do kwestii bezpieczeństwa. To nie jest kraj, w którym na każdym kroku mówi się o zagrożeniu czy buduje atmosferę strachu. Wręcz przeciwnie. Spotkaliśmy ludzi pogodnych, spokojnych i optymistycznie nastawionych do życia. Jednocześnie mają oni bardzo dużą świadomość tego, gdzie znajduje się ich państwo i z jakimi zagrożeniami musi się liczyć.
Można powiedzieć, że Finowie nauczyli się żyć ze świadomością ryzyka, ale bez ulegania mu. Zamiast strachu jest przygotowanie. Zamiast nerwowych reakcji – procedury, szkolenia i jasno określone obowiązki.
– Finlandia ma ponad 1300 kilometrów granicy z Rosją. Czy bliskość Rosji była podczas wizyty mocno odczuwalna?
– Oczywiście tego położenia geograficznego nie da się pominąć. Byliśmy między innymi w regionie Kymenlaakso i w Vaalimaa, bezpośrednio przy granicy z Rosją. Rozmawialiśmy o ochronie granicy, współpracy służb i przygotowaniu na zagrożenia transgraniczne.
Co ciekawe, również tam nie spotkaliśmy się z paniką. Jest natomiast bardzo duża świadomość sytuacji. Finowie traktują Rosję jako czynnik, który trzeba brać pod uwagę przy planowaniu bezpieczeństwa państwa. Nie jest to dla nich coś, co pojawiło się dopiero po 2022 roku. Przygotowywali się przez dziesięciolecia.
Dzisiaj ta ostrożność ma bardzo praktyczny wymiar. Lądowe przejścia na granicy fińsko-rosyjskiej pozostają zamknięte, a fińskie władze wskazują między innymi na utrzymujące się ryzyko wykorzystywania migracji do wywierania presji na Finlandię.
– Czyli fiński system bezpieczeństwa nie powstał jako reakcja na obecną sytuację międzynarodową?
– Zdecydowanie nie. I to chyba jedna z najważniejszych lekcji z tej wizyty. Finlandia budowała swoją odporność przez dziesięciolecia, także w okresach, kiedy w Europie wydawało się, że zagrożenie dużym konfliktem militarnym jest niewielkie.
Bardzo dobrym przykładem są schrony. W Finlandii jest ich około 50,5 tysiąca, a miejsca można w nich zapewnić dla około 4,8 miliona osób. To nie jest infrastruktura, którą zaczęto tworzyć kilka lat temu. Jest konsekwencją długoletniej polityki państwa i obowiązujących przepisów.
– Podczas wizyty oglądaliście Państwo jeden z takich obiektów w Helsinkach.
– Tak, odwiedziliśmy schron obrony cywilnej Merihaka, wykuty w granitowej skale. Ogromne wrażenie robi nie tylko sam obiekt, ale sposób myślenia o jego wykorzystaniu. W czasie pokoju nie stoi zamknięty i pusty. Służy mieszkańcom jako centrum sportowe, a gdyby zaszła taka konieczność, może zostać przystosowany do ochrony ludności.
To bardzo pragmatyczne podejście. Budujemy kosztowną infrastrukturę potrzebną na wypadek kryzysu, ale przez dziesiątki lat może ona normalnie służyć ludziom. W Finlandii schrony również powszechnie wykorzystuje się w czasie pokoju jako magazyny, podziemne parkingi czy obiekty sportowe.
Myślę, że właśnie takiego praktycznego spojrzenia powinniśmy się uczyć.
– Dużo mówi Pan o sposobie myślenia Finów. Co szczególnie wyróżnia ich społeczeństwo?
– Oczywiście po kilku dniach nie można wydawać kategorycznych ocen dotyczących całego narodu, ale moje wrażenia były bardzo jednoznaczne. Widziałem ludzi pracowitych, zdyscyplinowanych i obowiązkowych. Bardzo poważnie traktują państwo, swoją wspólnotę i wynikające z tego obowiązki.
Jednocześnie nie stoi to w sprzeczności z normalnym, spokojnym życiem. Finowie nie chodzą codziennie z myślą o wojnie. Pracują, wychowują dzieci, korzystają ze sportu i rekreacji. Ale jeśli państwo mówi: trzeba przejść szkolenie, odbyć służbę, przygotować zapasy czy wiedzieć, jak zachować się podczas kryzysu – traktują to jako naturalną część odpowiedzialności za siebie i innych.
To właśnie połączenie spokoju z odpowiedzialnością zrobiło na mnie największe wrażenie.
– Jaką rolę odgrywa w tym przygotowanie wojskowe społeczeństwa?
– Bardzo dużą. W Finlandii powszechna służba wojskowa i duża rezerwa są jednym z fundamentów obronności. Służba nie jest przedstawiana jako coś obcego wobec normalnego życia obywatela, lecz jako jeden z elementów odpowiedzialności za państwo.
Zwróciłem uwagę na łatwość i naturalność, z jaką młodzi ludzie podchodzą do służby wojskowej, a później do pozostawania w rezerwie i dalszego szkolenia. To nie oznacza, że każdy jest żołnierzem zawodowym. Chodzi o przekonanie, że jeśli będzie taka potrzeba, obywatel powinien wiedzieć, co ma robić.
Takie nastawienie znajduje odzwierciedlenie także w badaniach społecznych. W badaniu fińskiej Rady Doradczej ds. Informacji Obronnej 83 proc. respondentów deklarowało gotowość udziału w zadaniach obrony kraju zgodnie ze swoimi możliwościami i umiejętnościami.
– Czy bezpieczeństwo w Finlandii oznacza więc przede wszystkim silną armię?
– Nie. I to jest kolejna ważna różnica w sposobie myślenia. Wojsko jest niezwykle ważne, ale bezpieczeństwo traktuje się znacznie szerzej.
Finowie posługują się pojęciem bezpieczeństwa kompleksowego. Państwo, samorządy, służby, przedsiębiorcy, organizacje społeczne i sami mieszkańcy mają swoje role. System ma działać jako całość. Oficjalna fińska strategia bezpieczeństwa wskazuje wręcz obywatela jako jednego z podstawowych uczestników systemu odporności państwa.
To podejście jest bardzo rozsądne. Państwo nie może postawić policjanta, strażaka czy żołnierza przy każdym domu. Mieszkaniec również musi posiadać podstawową wiedzę i umiejętności.
– Temu służy między innymi fińska zasada 72 godzin?
– Dokładnie. Każde gospodarstwo domowe powinno być przygotowane do samodzielnego funkcjonowania przez przynajmniej trzy doby – mieć wodę, żywność, niezbędne lekarstwa, podstawowe wyposażenie i wiedzieć, jak postępować przy braku energii czy łączności.
Nie chodzi przy tym o gromadzenie wielkich zapasów. Chodzi o rozsądne przygotowanie. Jeżeli większość mieszkańców potrafi przez pierwsze godziny czy dni poradzić sobie samodzielnie, służby mogą skoncentrować się na tych, którzy rzeczywiście potrzebują natychmiastowej pomocy. Taki jest również sens oficjalnych fińskich zaleceń dotyczących przygotowania gospodarstw domowych.
To prosta zasada, ale w skali całego kraju bardzo zwiększa odporność społeczeństwa.
– Czy można powiedzieć, że za fińskim systemem stoi duże zaufanie obywateli do państwa?
– Takie odniosłem wrażenie, ale powiedziałbym też, że działa to w obie strony. Obywatel oczekuje, że państwo będzie przygotowane, ale państwo oczekuje również odpowiedzialności obywatela.
To nie jest model, w którym człowiek mówi: „państwo ma zrobić wszystko za mnie”. Każdy ma swoją część zadania. Administracja planuje, służby ćwiczą, przedsiębiorcy dbają o ciągłość działania, organizacje społeczne uczestniczą w przygotowaniach, a mieszkaniec powinien potrafić zadbać o siebie i swoją rodzinę.
Ten mechanizm opiera się na współpracy i wzajemnym zaufaniu. I chyba właśnie dlatego działa.
– Co z fińskich doświadczeń możemy wykorzystać w Polsce i w Powiecie Bielskim?
– Nie możemy kopiować wszystkiego jeden do jednego. Finlandia ma inną historię, inne uwarunkowania i system prawny. Możemy jednak przejąć sposób myślenia.
Po pierwsze – bezpieczeństwo buduje się w czasie pokoju, a nie wtedy, kiedy kryzys już się rozpoczął. Po drugie – potrzebna jest infrastruktura, ale równie ważne są wiedza, szkolenia i procedury. Po trzecie – trzeba przygotowywać mieszkańców, ponieważ świadomy i odpowiedzialny obywatel jest częścią systemu bezpieczeństwa.
Na poziomie powiatu oznacza to między innymi dobre planowanie ochrony ludności, współpracę samorządów i służb, analizowanie miejsc możliwych do wykorzystania w sytuacjach kryzysowych, rozwijanie systemów alarmowania i łączności oraz edukację mieszkańców.
– Jaki jest więc najważniejszy wniosek, z którym wrócił Pan z Finlandii?
– Że skuteczne przygotowanie do zagrożeń wcale nie musi oznaczać życia w strachu. Finlandia pokazuje coś odwrotnego: im lepiej państwo i społeczeństwo są przygotowane, tym więcej jest spokoju.
Finowie wiedzą, że mieszkają w wymagającym położeniu geopolitycznym. Nie ignorują tego, ale też nie pozwalają, żeby zagrożenie zdominowało ich codzienne życie. Pracują, szkolą się, wykonują swoje obowiązki i ufają przygotowanym wcześniej rozwiązaniom.
To chyba najcenniejsza lekcja: nie bać się zagrożeń, ale traktować je poważnie i odpowiednio wcześnie się na nie przygotowywać.
Fot. Podlaski Urząd Wojewódzki/grafika przygotowana z wykorzystaniem AI